to jest slogan

Artykuły cykliczne


2013-01-08

Chory kręgosłup


Witajcie,

Dwa miesiące już upłynęły od warsztatów a czas pędzi jak oszalały. Zupełnie nie mogę sama za sobą nadążyć. Wreszcie się zebrałam i może dziś się uda do Was napisać.

Ponieważ Wandziu ciągle nas mobilizujesz do pisania (całkowicie zresztą się z Tobą zgadzam, choć pisać jak widać z dotychczasowych doświadczeń - nie lubię) dziś przesyłam relację jednej z moich " podopiecznych".

"Na kręgosłup choruję od dziecka. W wieku 11 lat miałam operację na dolny odcinek kręgosłupa po przebytej chorobie gruźlicy kości. Do prawie 30 lat nie odczuwałam żadnych dolegliwości. Zaczęły się dopiero po urodzeniu dziecka.

Na początku pomagały zabiegi (przeważnie prądy), ale bóle zaczęły pojawiać się coraz większe i coraz częściej. Odczułam wyraźną poprawę dopiero po jonoferezie. Silne i ciągłe bóle zaczęły się po podjęciu pracy, gdy miałam do czynienia z dźwiganiem. Zbyt duże obciążenie i siedzący charakter pracy dopełniły reszty. Przez prawie 10 lat bóle się nasilały i trwały nieustannie.

Wizyty u lekarzy, zabiegi rehabilitacyjne nie pomagały, a leków przeciwbólowych nie chciałam nadużywać. Lekarze rozkładali ręce i chcieli mnie leczyć lekami uspokajającymi. Po prosu nie wierzyli w moje odczucie bólu, dla nich był to ból urojony w mojej głowie.

W końcu poszłam na rentę inwalidzką. Chodzenie do lekarzy kończyło się blokadami ze sterydów bezpośrednio w kręgosłup. Ponieważ przynosiły ulgę na krótko, szłam do nich ponownie i znów blokady. Lekarze odsyłali mnie jeden do drugiego, każdy stosował swoje leczenie, lecz ból był nie do zniesienia. Cztery neurolizy też nic nie pomogły (Neuroliza to podanie bezpośrednio do kręgosłupa spirytusu lekarskiego celem spalenia zakończeń nerwów by nie przekazywały bólu do mózgu). Nie mogłam chodzić, kręgosłup nie dawał rady utrzymać się w pionie, chodziłam "kaczym chodem", spacer był nie dla mnie. Jeśli wyszłam to tylko 100 metrów od mieszkania, ale powrót już był dla mnie nieosiągalny, nie mówiąc o pokonaniu stopni na parterze by wejść do mieszkania. Ból całego kręgosłupa osiągnął apogeum, był tak parzący jak bym spała na rozgrzanym żelazku. Uwierało nawet prześcieradło, ból budził w nocy i nie było mowy o spaniu.

Dopiero, gdy moja córka przeczytała o refleksologii, zadecydowała za mnie i wywiozła mnie do Czerniawy Zdroju - Świeradów. Tam poszłam pierwszy raz na zabieg. Nie widziałam, na czym to polega, ale nie miałam wyjścia. Albo wózek inwalidzki, albo zaufać ludziom, którzy obiecywali poprawę. Wybrałam to drugie. Moje nogi przed poddaniem się pierwszemu zabiegowi były opuchnięte. Buty nie pasowały do moich stóp. Zdecydowałam się od razu na 5 zabiegów - codziennie. Po pierwszym czułam już ulgę, mimo ze moje nogi pulsowały bólem, opuchlizna nie schodziła, ale mogłam pewniej utrzymać się na stopach, po trochu zaczęłam coraz pewniej chodzić.

O dziwo kręgosłup bolał też, ale inaczej.
Organizm zaczął się oczyszczać, a katar był ogromny, lało się z nosa prawie bez przerwy.

Dzięki pani Beacie i Jej zabiegom wróciłam z wiarą, że może być lepiej. Od pani Beaty otrzymałam też numer telefonu do pani Krystyny Imiłkowskiej (Szczecin).

Prosiłam panią Beatę, aby poleciła mi osobę, której mogę zaufać i liczyć na to, że będzie to osoba solidna i nie zawiodłam się. Dzięki pani Krystynie dzisiaj czuję się na tyle dobrze, że już prawie od roku nie korzystam z zabiegów. Pani Krystyna naprawdę postawiła mnie na nogi. Gdyby nie Jej zaangażowanie i poświęcenie mi tak dużo swojego czasu, pewnie nie osiągnęłabym takiego sukcesu, jaki osiągnęłam. Muszę się przyznać, że krzyczałam podczas zabiegu, bywało, że czułam się tak jak bym miała nagle zemdleć.

Były dni, w których czułam się świetnie, lecz gdy dopadały mnie kłopoty były upadki, ale nigdy nie wracałam do stanu pierwotnego, zawsze zatrzymywałam się wyżej niż zaczynałam. Nie jeden raz nachodziły mnie myśli, aby przestać chodzić na zabiegi, ale nigdy nie zrezygnowałam, nie poddałam się i wygrałam.

Dziś czuje się dobrze jak na swoje 66 lat. Oczywiście są dni lepsze i gorsze, ale na ogół jest dobrze. Nogi nie puchną, buty pasują. Jeżeli nawet trochę spuchną od dłuższego chodzenia lub stania, to po wypoczynku nocnym wracają do normy, są szczupłe. Chciałabym tą drogą również podziękować pani Krystynie za męża, którego dzięki Jej poświęceniu i zabiegom szybko udało się doprowadzić do zdrowia.

Gdyby nie medycyna naturalna - a do niej należy refleksologia - dzisiaj siedziałabym na wózku inwalidzkim, ponieważ lekarze nie wiedzieli, co ze mną mają zrobić, jak i czym leczyć bo leki nie działały.

Zwolenniczka medycyny naturalnej - Janina Prusak."

Tyle relacja, obiecałam, że niczego nie zmienię w tym co pani Janka napisała i stąd - moim zdaniem zbędne - te hymny pochwalne pod moim adresem. 
Ja ze swej strony mogę dodać, że na początku stopy były wprawdzie zadbane, bez zażółceń i narośli, ale miękkie. Zbyt "miękkie", opuchnięte równiutko ze wszystkich stron, bolesne przy praktycznie każdym dotknięciu i przede wszystkim bez życia.

Zabiegi - ze względu na ogromny ból - były trudne, trwające dłużej niż normalnie. Bywało, że pani Janka w ciągu jednego zabiegu dwu albo i trzykrotnie zmieniała głos, oczywiście czasem czuła się gorzej i trzeba było trochę poczekać.
Przy czym pani preferowała zabieg zdecydowany, sama regulowała siłę bólu. Zdarzało się, że po zabiegu "dochodziła do siebie" przez następne dwa dni. Ale widząc postępy, a przede wszystkim jak sądzę czując, że jej ciało pracuje, coś w tym organizmie się dzieje - nie zrezygnowała. Uczciwie muszę dodać, że pani Janka skrupulatnie wykonywała "zadane prace domowe". Jest to osoba, która umie słuchać i czuć swój organizm - i zawsze potrafiła po wypróbowaniu stwierdzić, co wpływa na jej samopoczucie dobrze, a co może niekoniecznie.

 

Krystyna Imiłkowska
Dyplomowany refleksolog
Szczecin, grudzień 2012